Brenda zaśmiała się zmęczonym, pozbawionym humoru śmiechem.
„Zbudowałem twój pierwszy rower, zanim się obudziłeś. Skończyłem twój projekt naukowy po tym, jak zasnąłeś. Wypełniłem podania na studia, bo terminy wpędzały cię w panikę”.
„Pamiętam, mamo.”
„Nazywałem to miłością, kochanie.”
Jake powoli obracał śrubokręt między palcami.
„I nazwałem to normalnym”.
Na zewnątrz ciężarówka wróciła.
Jake już poszedł w stronę ganku, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć.
Pomógł wnieść wszystkie pudełka z powrotem do środka.
Najpierw było łóżeczko.
Wciągnął karton do pokoju dziecięcego, otworzył go i rozłożył wszystkie części na dywanie.
Brenda postąpiła zgodnie z instrukcjami.
„Ten panel boczny idzie tam” – powiedziała.
Jake przyjrzał się diagramowi.
„Mogę ci pokazać.”
Uśmiechnął się, ale nie przyjął od niej broszury.
„Mamo, pozwól mi się pomylić.”
Te słowa ją zatrzymały.
Przez następne cztery godziny Jake pracował.
Za pierwszym razem złożył łóżeczko odwrotnie.
Odkręcił dwanaście śrub, zaczął od nowa i roześmiał się, gdy przypomniałem mu o notatce.
Przewijak kołysał się, aż zorientował się, że jedna z jego nóg jest zwrócona w niewłaściwą stronę.
Obejrzał trzy różne filmy o składaniu wózka i nadal czuł ucisk w kciuku.
Za każdym razem, gdy Brenda sięgała po narzędzie, Jake delikatnie przesuwał je poza jej zasięg.
Nie ze złością.
Tylko tyle, żeby ją powstrzymać.
Pod koniec popołudnia pokój dziecięcy zaczął przypominać pokój, który sobie wyobrażaliśmy.
Białe łóżeczko.
Niebieski koc.
Fotel bujany obok okna.
Puste półki czekające na książki.
Skurcze ustały, więc stanęłam w drzwiach, wciąż trzymając w kieszeni stoper Bessie.
Jake otworzył ostatni karton.
Nosidełko dla dziecka.
Wyjął go, obrócił dwa razy i zmarszczył brwi, patrząc na paski.
Brenda zrobiła krok naprzód.
Jake to zauważył.
Zatrzymała się.
Przeciągnął jeden pasek przez niewłaściwą klamrę, poprawił się i obejrzał kolejny film.
Na koniec zarzucił nosidełko na ramiona.
Leżał pusty na jego piersi.
Jednak widok ten zmienił atmosferę w pokoju.
