Zamarła zanim się odwróciła.
„Co tu robisz?” zapytałem.
„Tylko badanie kontrolne. Mam migreny.”
Wiedziałem, że kłamie.
Ale desperacja w jej wyrazie twarzy powstrzymała mnie przed konfrontacją. Potrzebowała, żebym udawał, że jej wierzę, i dałem jej tę niewielką ochronę.
Zanim wróciłem do Meksyku, odwiedziłem ośrodek, w którym pracowała.
Elena przywitała mnie w cichym korytarzu, a nie w głównym holu.
Wyglądała na wyczerpaną.
„Martwię się o ciebie” – powiedziałem.
"Ja wiem."
„Oczywiście, że coś jest nie tak.”
Złożyła ramiona.
„Jeśli nie będzie ze mną dobrze, co dokładnie z tym zrobisz?”
„Nie wiem. Ale zniknięcie nie jest rozwiązaniem.”
Jej wyraz twarzy na chwilę złagodniał.
„To, co się między nami wydarzyło, było prawdziwe” – powiedziała. „Ale to nie znaczy, że masz to z powrotem wprowadzić do swojego życia”.
„Elena—”
„Niech to zostanie na jedną noc. Proszę.”
Pocałowała mnie w policzek i odeszła, zanim zdążyłem ją powstrzymać.
Przez tygodnie po powrocie do domu wierzyłem, że żałuje, że jest ze mną. Zakładałem, że chce o wszystkim zapomnieć i iść naprzód.
Następnie, prawie miesiąc później, po północy zadzwonił mój telefon.
To była Lucía, jedna z najstarszych przyjaciółek Eleny.
„Carlos, jesteś sam?”
Jej opanowany głos natychmiast mnie przestraszył.
"Co się stało?"
„Elena zemdlała w pracy. Jest w szpitalu”.
„Dlaczego do mnie dzwonisz?”
„Ponieważ twój numer widniał na liście kontaktów alarmowych”.
Wtedy Lucía wyjawiła prawdę.
Kilka miesięcy wcześniej u Eleny zdiagnozowano raka szyjki macicy.
Nagle jej notatka z hotelu, koperta z kliniki, jej ostrożne ruchy i krótkie odpowiedzi nabrały sensu.
Wiedziała, że jest chora, kiedy spotkała mnie w barze.
Ale to nie był jedyny sekret.
