Część 2
Policja lotniska wprowadziła nas do strzeżonego pokoju przesłuchań przy bramce B24, a Patricię zabrano gdzie indziej. Wciąż słyszałem ją słabo przez ściany korytarza, jej głos wznosił się i opadał niczym syrena.
Lily przestała płakać, ale wciąż czkała mi w pierś. Co kilka sekund jej maleńkie paluszki zaciskały się na mojej koszulce, jakby bała się, że ktoś znów spróbuje ją odciągnąć.
Daniel krążył po wąskim pokoju, przyciskając dłoń do czoła. „Nie powinniśmy wsiadać do tego samolotu”.
„My też nie możemy tu zostać” – powiedziałem.
Oficer Martinez, sierżant, która rozmawiała z nami na punkcie kontrolnym, siedziała naprzeciwko mnie z notesem. Wyglądała na około czterdziestkę, była spokojna, dokładna i na tyle poważna, że tylko jej opanowanie powstrzymywało mnie od załamania.
„Mówiłeś, że ci groziła” – powiedział Martinez. „Opowiedz mi dokładnie, co się stało”.
Wziąłem głęboki oddech. „Po śmierci ojca Patricia zaczęła pojawiać się w naszym mieszkaniu. Najpierw przynosiła ubranka dla niemowląt i zapiekanki. Potem zaczęła mówić, że Lily jest podobna do mojego ojca, że Lily jest jego drugą szansą. Poprosiła, żeby mogła się u mnie zatrzymać na noc. Powiedziałem, że nie. Płakała. Potem oskarżyła mnie o ukrywanie przed nią pochodzenia mojego ojca”.
Daniel przestał chodzić. „Dwa miesiące temu zawiadomiła nas o tym w Ochronie Dziecka”.
Martinez spojrzał w górę.
„To było anonimowe” – powiedziałam. „Ale oskarżenia dotyczyły rzeczy, które mogła powiedzieć tylko Patricia. Że za bardzo pragnęłam zostać matką. Że Daniel za dużo pracował. Że Lily płakała za każdym razem, gdy Patricia wychodziła, bo „rozpoznała swoją prawdziwą opiekunkę”. Przyszedł pracownik socjalny, zobaczył, że Lily jest zdrowa i zamknął sprawę”.
„A co potem?”
„Zostawiła wiadomość głosową” – powiedział Daniel. „Powiedziała: »Pewnego dnia się odwrócisz i jej już nie będzie, a wtedy zrozumiesz, jak to jest stracić«”.
Długopis Martineza zatrzymał się.
Przełknąłem ślinę. „Zgłosiliśmy to, ale powiedzieli, że to niejasne”.
„Po dzisiejszym dniu sytuacja jest mniej niejasna” – powiedział Martinez.
Wszedł inny funkcjonariusz i podał jej wydrukowaną stronę. Martinez ją przeczytała, a jej wyraz twarzy się naprężył.
„Co?” zapytałem.
