Przełknąłem ślinę i przyciągnąłem Daisy bliżej siebie.
„Przyjechaliśmy tu, bo moja siostra zasłużyła na szczęśliwy dzień” – powiedziałem. „Nie pozwolę, żeby zapamiętała to w ten sposób”.
Daisy przytuliła swoją twarz do mojej.
Paul spojrzał na nią i zauważył zarys jej głowy pod czepkiem pływackim oraz to, jak szczupłe były jej ramiona.
„Czy pozwolisz mi wynająć ci zacienioną altanę?” – zapytał. „W spokojniejszym miejscu”.
Pokręciłem głową. „To nie jest konieczne”.
„To nie jest jałmużna” – powiedział. „To najmniej, co mogę zrobić, żeby zrekompensować to, co się stało”.
Za nim Miranda w końcu odzyskała głos.
Odwrócił się w jej stronę.
„Usiądź z Evanem” – powiedział.
Nigdy nie podnosił głosu ani nie zachowywał się w sposób groźny. Zachowywał całkowity spokój i racjonalne myślenie.
Miranda cofnęła się.
Poza tym.
Usiadła na najbliższym leżaku.
Chwilę później obok niej pojawił się Evan, niosąc roztopiony, niebieski rożek śnieżny.
Spojrzał na swoją matkę, potem na mnie, potem na Daisy i w końcu znów na swoją matkę.
„Mamo” – powiedział – „pani Harper ma prawo pływać”.
Nikt nie odpowiedział.
Miranda zacisnęła usta w wąską linię.
Przykucnąłem przed Daisy i odsunąłem wilgotny brzeg czepka od jej czoła.
„Chcesz iść do domu?” – zapytałem cicho – „czy wolisz zostać, jeśli przeniesiemy się w spokojniejsze miejsce?”
Pociągnęła nosem i otarła policzki.
„Zostań” – wyszeptała. „Ale nie w ich pobliżu”.
Kilka minut później Paul wrócił z opaską na nadgarstek i pracownikiem parku, który wyjaśnił, że właśnie zwolniła się kabina na samym końcu parku.
Pokręcił głową.
„To najmniej, co mogę zrobić” – powiedział.
Przez następną godzinę robiłem wszystko, co możliwe, aby znów poczuć się zwyczajnie.
Kupiłem jej mrożoną lemoniadę.
Podzieliliśmy się koszykiem pasków kurczaka.
Znalazłem najmniejszą zjeżdżalnię w okolicy i zszedłem pierwszy, żeby jej pokazać, że jest bezpieczna.
Daisy znów się roześmiała, choć ciszej niż poprzednio.
Poczułem ulgę widząc, że powoli zaczyna się odprężać.
Kiedy w końcu wyszliśmy, była na tyle wyczerpana, że mogła oprzeć się o mnie na parkingu.
„Czy nadal miałam normalny dzień dziecka?” – zapytała.
„Tak” – odpowiedziałem. „Tylko z jednym, bardzo niegrzecznym objazdem”.
Jej wyraz twarzy stał się poważny.
„Czy stracisz pracę?”
To pytanie nie dawało nam spokoju przez całą drogę powrotną.
Czas.
Lokalizacja.
Dokładne stwierdzenia.
