Pod plecakiem znajdowały się dokumenty bankowe.
Tu właśnie wkroczył tata.
Przesunęła kserokopię po stole. Imię Daniela było jednoznaczne. Regularne płatności. Lata. Na początku czeki kasowe. Później przekazy pieniężne.
Zamiast tego zapytałem:
Pokręciła głową.
„Nie pamiętam dokładnie, kiedy dokładnie. Ale najwcześniejsza wypłata nastąpiła sześć miesięcy po moim zniknięciu”.
Spojrzałem na datę.
Zgadza się, w tym samym tygodniu Daniel powiedział mi, że detektywom prawdopodobnie kończą się dobre tropy.
Tego pierwszego wieczoru, zanim zabrałem gdziekolwiek Caroline, zadała mi małe pytania zamiast tego, które było najważniejsze.
"Tak."
„Czy nadal nienawidzisz grzybów?”
"Tak."
„Czy przestałeś kupować mieszankę do naleśników, kiedy mnie nie było?”
"NIE."
Zaśmiała się cicho i zakryła twarz.
W końcu zadała pytanie, które naprawdę chciała zadać.
„Czy kiedykolwiek przestałeś patrzeć?”
"NIE."
Przyglądała mi się przez dłuższą chwilę.
„Nie” – powtórzyłem. „Nigdy”.
Opowiedziałem jej o stacjach telewizyjnych, ulotkach, szkołach, komisariatach policji, listach, kartkach urodzinowych i sypialni, która nigdy się nie zmieniła.
Tego wieczoru przyprowadziłem Caroline do domu, ale ona nie została.
Najpierw pokazałem jej pokój dokładnie w takim stanie, w jakim go zostawiliśmy.
Łóżko nadal było idealnie pościelone.
Jej rysunki nadal wisiały na wewnętrznej stronie drzwi szafy.
Kartki urodzinowe pozostały w tym samym pudełku.
Przeczytała trzy na stojąco, po czym usiadła na dywanie i otworzyła kolejne dwa.
Razem przeglądaliśmy wycinki z gazet, które zachowałem, i kopie każdego listu.
Ona nie nazwała mnie mamą.
Nie prosiłem jej o to.
Kiedy odchodziła, powiedziała:
Następnego popołudnia zadzwoniła, aby potwierdzić godzinę.
Żadnej policji, przynajmniej na razie.
