„W takim razie powinieneś był zapytać.”
„Prawdopodobnie powiedziałbyś nie.”
„Miałem prawo powiedzieć nie”.
Zacisnęła usta.
„Ty i chłopcy nie możecie już więcej wchodzić na moje podwórko bez pozwolenia”.
„Karzecie dzieci z powodu basenu.”
„Uważam, że ich matka ponosi odpowiedzialność za to, że sprowadziła ich na cudzą posesję”.
Denise zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
CZĘŚĆ 2: KIEDY ŻYCZLIWOŚĆ STAŁA SIĘ OCZEKIWANIEM
Następnego ranka wymieniłem słaby zatrzask, zamontowałem mocniejszy zamek i zabezpieczyłem basen pokrywą.
Gdy dokręcałem ostatnią śrubę, Noah zawołał mnie przez płot.
„Michelle?”
„Jestem tutaj.”
Przycisnął twarz do szczeliny między deskami. Liam stał za nim z rękami w kieszeniach.
„Czy jesteś zły, bo jesteśmy źli?” zapytał Noah.
Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
„Nie, kochanie. Wy, chłopcy, nie jesteście źli.”
„Mama powiedziała, że nie chcesz już, żebyśmy tu byli.”
„Nie to powiedziałem.”
„To dlaczego zamknąłeś bramę?” – zapytał Liam.
„Ponieważ twoja matka przyprowadziła cię na moje podwórko bez pytania.”
Noe spuścił głowę.
„Powiedziała, że ci się podobało, kiedy przyszliśmy.”
„Lubię cię, Noah. Ale to, że ktoś mi się podoba, nie oznacza, że może wejść do twojego domu, kiedy tylko zechce”.
„Więc nas nie nienawidzisz?”
"Nigdy."
„Nawet po tym, co wydarzyło się w basenie?”
Podszedłem bliżej ogrodzenia.
„To nie była twoja decyzja. Dorośli są odpowiedzialni za proszenie o pozwolenie i podejmowanie właściwych decyzji.”
Ramiona Liama nieco się rozluźniły.
„Mama mówiła, że obwiniasz nas.”
„Nie obwiniam żadnego z was.”
Zanim zdążyłem powiedzieć cokolwiek więcej, Denise krzyknęła z ganku:
„Wejdź do środka!”
Chłopcy odsunęli się.
„Nie mów do moich dzieci, Michelle!”
„To przestań im mówić, że ich nienawidzę”.
„Oni wiedzą, co zrobiłeś.”
