„A teraz” – oznajmił – „zaszczytem dla mnie jest przedstawienie tegorocznego prymuski… Michaela Evansa”.
Audytorium wybuchło entuzjazmem. Ludzie wstali. Nauczyciele wiwatowali. Uczniowie krzyczeli. David natychmiast wstał, klaszcząc dumnie, jakby zasługiwał na część uznania. Chloe uniosła telefon, żeby nagrać. Michael wszedł na scenę. Ale nie spojrzał na Davida. Nie spojrzał na Chloe. Spojrzał prosto w tył audytorium. W moją stronę. Potem rozłożył przygotowane przemówienie, spojrzał na nie, złożył je ponownie i wsunął do kieszeni.
„Przygotowałem przemówienie” – powiedział do mikrofonu. „Ale go nie wygłoszę”.
Sześćset osób przestało się poruszać.
„Miałem zamiar podziękować wszystkim, którzy pomogli mi się tu dostać”.
Jego wzrok na chwilę powędrował w stronę Chloe.
„Ale dziś rano ktoś w tym pokoju zrobił coś, czego nie mogę zignorować”.
Chloe opuściła telefon. Michael wskazał prosto na nią. Cała widownia się odwróciła.
„Myślałeś, że nikt nie widział, co robisz. Myślałeś, że pieniądze czynią cię nietykalnym”.
Potem podniósł podartą wizytówkę. Moje imię. Przekrojone na pół.
