CZĘŚĆ 2: Nie byłem jego jedyną ofiarą
Dererick kontynuował pracę, jakbym był tylko nieświadomym przedmiotem. Otworzył laptopa obok łóżka, przeniósł zrobione zdjęcia i zdawał się je gdzieś przesyłać, jednocześnie co chwila sprawdzając notes w dłoniach.
Jego telefon zawibrował jeszcze kilka razy, a każda nowa wiadomość zdawała się zawierać instrukcje. W pewnym momencie zrobił dodatkowe zdjęcia i natychmiast je wysłał, potwierdzając moje najgorsze podejrzenia, że ktoś inny obserwuje i przynajmniej częściowo kieruje tym, co robi.
Następnie Dererick wyjął mały wacik z czarnej torby i pobrał próbki z kilku miejsc na mojej skórze. Starannie zamknął każdą z nich w plastikowej torebce z tą samą kliniczną precyzją, z jaką robił wszystko inne.
Na koniec schował aparat, notes i laptopa. Zanim wyszedł, pochylił się i pocałował mnie w czoło z tą samą czułością, jaką mi okazywał.
„Słodkich snów, Anno.”
