W ocenie stwierdzono, że Diego powinien być trzymany z dala od Doñi Teresy na czas trwania śledztwa. Ponadto sędzia zastosował środki ochronne i zakazał babci zbliżania się do dziecka i komunikowania się z nim.
Wtedy właśnie Alejandro podjął decyzję, której jego matka nigdy nie uważała za możliwą.
Zwołał konferencję z pracownikami, inwestorami i mediami. Myślałem, że spróbuje opanować kryzys, ale wyszedł na scenę bez przygotowanego przemówienia.
„Przez lata pozwalałam, by strach rządził moim domem” – powiedziała. „Mój syn został skrzywdzony, a ja nie chciałam go widzieć. Nie mam żadnego usprawiedliwienia. Z dniem dzisiejszym tymczasowo rezygnuję ze stanowiska szefowej firmy, przekażę całą dokumentację wymaganą przez władze i będę współpracować w śledztwie, nawet jeśli zniszczy to odziedziczone przeze mnie nazwisko”.
Doña Teresa, siedząca w pierwszym rzędzie, zerwała się ze złości.
—Wszystko co masz, zawdzięczasz mnie!
Alejandro spojrzał na nią.
—I wszystko, co niemal straciłem.
To zdanie pojawiło się następnego dnia na wszystkich portalach informacyjnych. Akcje firmy gwałtownie spadły, kilku partnerów się wycofało, a w ramach wcześniejszych projektów rozpoczęto audyty. Rodzina, która przez dekady kontrolowała swój wizerunek, nie była już w stanie kontrolować prawdy.
Śledztwo w sprawie Laury wykazało, że nie ma wystarczających dowodów na to, że Doña Teresa zleciła jej śmierć, ale udowodniono, że wywierała presję na personel medyczny, ukrywała dokumenty, płaciła za zmianę dokumentacji i uniemożliwiała zgłoszenie poważnych zaniedbań. Śledztwo wykazało również długotrwałe znęcanie się nad Diego i udział lekarza rodzinnego, który stracił prawo wykonywania zawodu i stanął przed sądem za zaniedbanie.
Doña Teresa została formalnie oskarżona o przemoc domową, fałszerstwo i utrudnianie wymiaru sprawiedliwości. Ze względu na wiek i stan zdrowia nie została od razu uwięziona, lecz objęta aresztem domowym, bez możliwości kontaktu z Diego i zobowiązana do stawienia się przed sądem.
Alejandro opuścił główny dom i zamieszkał z nami. Nie zaakceptowałam go od razu jako męża. Dałam mu jasno do zrozumienia, że prośba o wybaczenie nie wymaże trzech lat milczenia.
„Nie potrzebuję obietnic” – powiedziałem mu. „Potrzebuję faktów”.
