W sobotę przyszedł kierownik męża - znamy się z zakładowych wigilii - z kwiatami i siatką pomarańczy, "dla chorej". Mąż od poniedziałku ma urlop, "bo żona po operacji, trzeba przy niej być"

Dzień wolny dla siebie i pierwsze prawdziwe słowa w stronę matki

W poniedziałek Jolanta po raz od lat wzięła dzień urlopu przeznaczony wyłącznie dla niej, a potem wsiadła w autobus do matki, zabierając ze sobą upieczony wcześniej placek z rabarbarem i dwie hiszpańskie pomarańcze z podarunku od kierownika. Karmiąc matkę cząstkami owocu i słuchając jej uważnego wzroku, usłyszała wreszcie pytanie, którego nie zadawał jej nikt bliski: „Jolciu, a ty jak się czujesz?”. Wtedy pomyślała, że Mirek w istocie przyniósł witaminy do chorej, tylko żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, na co tak naprawdę choruje ich małżeństwo. Odpowiadając po raz pierwszy od soboty w pełni szczerze, że czuje się źle, Jolanta zdjęła z siebie ciężar udawania, że wszystko w jej poukładanym życiu jest w najlepszym porządku.