Dałam ogłoszenie: maszyna do szycia Łucznik za darmo, bo po mnie nikt nie szyje. Zabrała ją studentka z Torunia. W czerwcu przyszła paczka: uszyta przez nią sukienka i kartka "Od Julki od maszyny - dyplom obroniony"
Pamiątki z przeszłości i niezapomniane spotkanie z młodą pasjonatką
Wspomnienia o maszynie sięgały roku osiemdziesiątego szóstego, kiedy mąż Zbyszek wraz z sąsiadem wnosili ją na trzecie piętro, a regularne oliwienie co pół roku sprawiało, że sprzęt chodził jak w szwajcarskim zegarku aż do śmierci męża. Kiedy zjawili się młodzi ludzie – Julka z zielonymi paznokciami i kolczykiem w nosie oraz małomówny Bartek z busem od wujka – dziewczyna z czułością pogłaskała czarny korpus maszyny i od razu sprawnie przetestowała mechanizm, wywołując uśmiech na twarzy właścicielki. Podczas poczęstunku sernikiem w szufladzie natrafiono na zapomniany materiał i wykrój z dopiskiem „Teresa - na wesele K.”, co skłoniło studentkę do potajemnego zapytania o rozmiar i zabrania skrawków. Choć przy wyprowadzce zapomniała zabrać puszki po landrynkach pełnej starych szpulek, maszyna stała się narzędziem do stworzenia całej kolekcji dyplomowej, której ukoronowaniem była sukienka dla dawnej właścicielki.
Dalszy ciąg na następnej stronie.👉👉
