Dałam ogłoszenie: maszyna do szycia Łucznik za darmo, bo po mnie nikt nie szyje. Zabrała ją studentka z Torunia. W czerwcu przyszła paczka: uszyta przez nią sukienka i kartka "Od Julki od maszyny - dyplom obroniony"

Telefon od córki i cichy przełom w rodzinnych relacjach

Zdjęcie pani Teresy w odnowionej sukience zrobione przez sąsiadkę panią Lucynę pod kasztanowcem zostało wysłane Kasi bez żadnego podpisu, co wywołało długie, wymowne milczenie po drugiej stronie słuchawki. Córka przyznała z refleksją, że wciąż trzyma w szafie swoją szafirową sukienkę z ósmej klasy uszytą przez matkę, której wtedy wstydziła się przed koleżankami ze względu na brak markowego pochodzenia z gabarytowych sklepów. Kiedy nastoletnia wnuczka Zuzia zobaczyła fotografię i wyraziła chęć nauki krawiectwa, Kasia niespodziewanie zadeklarowała chęć dołożenia się do zakupu nowego sprzętu dla babci. Odpowiadając na wiadomość Julki, pani Teresa dowiedziała się, że jej sukienka była ostatnim elementem uszytym dla kogoś innego na zakończenie studiów, a puszka po landrynkach ze szpulkami na parapecie zyskała nowe życie, gdy seniorka wieczorem ponownie zajrzała do ogłoszeń – tym razem nie po to, by coś oddać.