Pokazałem mu kilka szkiców, które zrobiłem podczas odrabiania lekcji. Były to projekty krótszych kołder na kolana z łatwo dostępnymi kieszeniami i regulowanymi paskami.
„Nie zaczepią się o koła wózka inwalidzkiego. Paski zapobiegną też ich zsunięciu się na podłogę”.
Cole uważnie przyjrzał się rysunkom.
„Ty to wszystko zaprojektowałeś?”
„Podczas zajęć, które były szczególnie nudne.”
Dziadek pochylił się nad stroną.
„Mogłabym uszyć próbkę.”
„Jedna próbka. Nie dwadzieścia przed śniadaniem.”
Cole wskazał na listę znajdującą się pod rysunkami.
„Mogłam zapłacić za pierwszą partię materiałów i przynieść gotowe kołdry na weekendowe targi. Bez żadnych warunków.”
„Będę zapisywać każdego dolara”.
„Zakładałem, że tak zrobisz.”
„Część zysku może pokryć koszty terapii. Wszystko, co przekracza tę kwotę, może pomóc innym osobom, których nie stać na sprzęt adaptacyjny”.
Cole skinął głową.
„Ty ustalasz zasady.”
Po raz pierwszy od wypadku plan wydawał się całkowicie mój. To ja go zaprojektowałem. Wybrałem osoby, które mi pomogą, i sam zdecydowałem, jak ta pomoc zostanie wykorzystana. Tydzień później dziadek ukończył pierwszą adaptacyjną kołdrę. Sprawdziłem dużą kieszeń, pociągnąłem za szwy i kazałem mu wymienić pasek, który zbyt łatwo się zsuwał.
„Stałeś się trudny.”
„Stałem się kontrolerem jakości”.
Cole zawiózł próbkę na dwa targi i wrócił z siedmioma zamówieniami. Pierwsze zyski pokryły koszty dwóch dodatkowych sesji terapeutycznych. Podczas kolejnej wizyty stałem za chodzikiem, podczas gdy dziadek i Cole czekali kilka kroków dalej. Moja lewa noga zaczęła drżeć.
„Możesz przestać.”
"Ja wiem."
Popchnęłam chodzik do przodu i zrobiłam krok, potem drugi. Żaden z mężczyzn nie rzucił się w moją stronę. Pozwolili mi zdecydować, czy potrzebuję pomocy. Kiedy dotarłam na drugą stronę pokoju, opadłam na krzesło i zaczęłam się śmiać, zanim zdążyłam się rozpłakać. Cole kucnął kilka kroków ode mnie.
„Czy mogę cię przytulić?”
„Nie, skoro jestem tak spocony.”
Uśmiechnął się. Dziadek też się uśmiechnął, ale żaden z nich nie sięgnął po mnie bez pozwolenia. To było ważniejsze, niż którykolwiek z nich zdawał sobie sprawę.
