Wydechnął. „Trzy przystawki i ciasto”.
Dwa dni przed uroczystością zastałem go stojącego przy ladzie i przeglądającego coś w telefonie.
„Prześlij mi potwierdzenie zamówienia jedzenia.”
Ciągle patrzył na ekran.
„Nie złożyłem zamówienia.”
Mocniej zacisnęłam dłoń na kuli.
"Dlaczego?"
„Było za drogo. I tak gotujesz lepiej.”
„Nie tak się umawialiśmy”.
„Już wszystkim powiedziałem o twoich żeberkach i torcie”. Wskazał gestem zakupy, które zamówił z dostawą.
„Dlaczego obiecałeś mi jedzenie, na którego przygotowanie nigdy się nie zgodziłam?”
„Bo jesteś w tym dobry. Dasz radę.”
Mocniej ścisnęłam kulę.
„To ugotuj to sam.”
—
Mój budzik zadzwonił o czwartej rano w dniu imprezy.
Leżałam wpatrując się w sufit i zastanawiałam się, czy wstać z łóżka.
Przez ułamek sekundy wyobraziłem sobie, jak wszyscy 30 gości przybywają i odkrywają paczki chipsów, letnią sodę i wyjaśnienia Donalda.
Potem wyobraziłem sobie, jak przeszukują nasze szafki i pytają mnie, co się stało.
Nienawidziłam siebie za to, że mi zależało.
Co gorsza, nienawidziłem tego, że Donald na to liczył.
Więc wstałem.
Przesunąłem krzesło biurowe do kuchni i przygotowywałem jedzenie w bolesnych odstępach czasu, siadając za każdym razem, gdy moja zdrowa noga zaczynała drżeć.
O siódmej zjadłam dwa dipy, talerz warzyw, sałatkę i warstwy ciasta.
O dziewiątym roku życia bolały mnie ramiona od podtrzymywania się na kulach.
Donald wszedł do środka w nowych kąpielówkach.
Wydawał się całkowicie wypoczęty.
Zanurzył palec w jednej z misek.
„Potrzebuje soli.”
Podałem mu solniczkę.
„W takim razie dziś jest twój szczęśliwy dzień.”
Nie zauważył sarkazmu.
„Są w ciężkim garnku. Musisz go przesunąć.”
Spojrzał w stronę patio.
„Nie mogę zniknąć w kuchni, kiedy jestem gospodarzem, Tals.”
„Ja też najwyraźniej nie.”
Upuścił garnek na blat z taką siłą, że sos się rozprysnął.
„Potrzebuję pomocy przy układaniu wszystkiego na talerzu.”
„A to moja złamana noga.”
Złapał garść chipsów i odszedł.
Muzyka na zewnątrz stawała się coraz głośniejsza.
