—
Przez następną godzinę goście wielokrotnie wchodzili do kuchni w poszukiwaniu napojów, serwetek i lodu.
Za każdym razem, gdy drzwi się otwierały, widziałem śmiejącego się Donalda przy basenie.
Ani razu nie widziałem, żeby spojrzał w moją stronę.
Wtedy ktoś na zewnątrz zawołał: „To jedzenie jest niesamowite!”
Donald się roześmiał.
„Talia uparła się, że zrobi wszystko. Wiesz, jak się zachowuje, kiedy ma jakiś projekt.”
Przestałem kroić pomidory.
Inny gość powiedział: „Ona musi cię naprawdę kochać”.
„Ona uwielbia być gospodarzem” – odpowiedział Donald. „Nie mógłbym jej powstrzymać, nawet gdybym próbował”.
Moje palce zacisnęły się na nożu.
Zrobił coś więcej niż tylko porzucił mnie, zostawiając całą tę pracę.
Opisał na nowo to, co się wydarzyło.
Drzwi kuchenne znów się otworzyły.
Misha, żona długoletniego przyjaciela Donalda, Theo, weszła do środka, niosąc puste wiadro na lód.
Zanim spojrzała na mój gips, obejrzała blaty.
„Ponieważ jedzenie nie chciało się samo ugotować.”
Ona się nie uśmiechnęła.
„Donald powiedział, że chcesz się wszystkim zająć”.
„On to powiedział?”
„Powiedział ludziom, że odrzuciłeś ofertę cateringu.”
Nie mogłem znaleźć odpowiedzi.
Misza postawił wiadro na blacie.
„Czy chcesz pomocy?”
„Jesteś gościem, Misza. Idź i baw się dobrze.”
„Podobnie jak pozostałe 29 osób. Żadna z nich nie stoi na jednej nodze”.
„Dam sobie radę.”
Nawet dla mnie to kłamstwo brzmiało słabo.
Misza podszedł bliżej.
„Nie musisz mu tego udawać, że to normalne”.
Oczy zaczęły mnie piec.
„Czy mógłbyś wynieść te tace na zewnątrz?” zapytałem.
"Oczywiście."
Zanim wyszła, położyła mi rękę na ramieniu.
„Nie musisz.”
"Ja wiem."
To właśnie czyniło go innym.
Kilka minut później weszła Diane z przykrytym talerzem i zapakowanym prezentem.
Zatrzymała się natychmiast, gdy mnie zauważyła przy piecu.
„Co robisz, kochanie?”
„Kończę ciasto.”
„Rozumiem. Czemu robisz to sam?”
