Podniosłem bukiet, który na nią czekał.
„Wciąż masz wybór, Chloe. Przyznaj się do tego, co zrobiłaś. Przeproś moją matkę. Powiedz prawdę, nie chowając się za nim.”
Tata wyciągnął do niej rękę.
„Chodź. Nie musimy tu siedzieć i być osądzani.”
Chloe wzięła go za rękę.
„Przykro mi, Samaro, ale go kocham.”
Opuściłem bukiet.
„Nie o to chodziło.”
Twarz taty stwardniała.
„Tworzysz scenę.”
„Wszedłeś na mój ślub z moją zaginioną druhną. Stworzyłeś go.”
„Przyszedłem, bo mnie tu chciałeś.”
„Moja matka cię tu przywiozła. Wydała pieniądze przeznaczone na dach.”
„Ona zaproponowała.”
„Mówiłeś mi, że dałbyś wszystko, żeby tam być. Tylko ona naprawdę coś dała”.
Tata podszedł bliżej.
„Upokarzasz swojego ojca.”
„Nie. Upokorzyłeś się. Po prostu nie chcemy tego ukrywać.”
Spojrzałem na nich obu.
„Nie zostaniecie na ceremonii. Nie będziecie obecni na przyjęciu i żadne z was nie pojawi się na moich zdjęciach ślubnych”.
Chloe patrzyła na mnie.
„Wyrzucasz nas?”
"Tak."
Tata czekał, aż zmięknę.
Zawsze tak miałem.
Tym razem wskazałem na drzwi.
"Wyjechać."
Kiedy już odeszli, zwróciłem się do mamy.
Otarła policzki.
„Nie musisz podejmować żadnych decyzji, kiedy jesteś zdenerwowana” – powiedziała.
„Nie jestem zdezorientowany.”
Wyciągnąłem rękę.
„Czy poprowadzisz mnie do ołtarza?”
Stefan spojrzał na nas.
„Tylko mama?”
Ja też sięgnąłem po niego.
„Wy oboje.”
Drzwi się zamknęły, muzyka znów zagrała, a moja matka szła po jednej mojej stronie, a Stefan po drugiej.
Gdy doszliśmy do ołtarza, Joseph wziął mnie za rękę.
„Jesteś pewien?” wyszeptał. „Możemy przełożyć.”
Spojrzałem na dwie osoby, które pozostały przy mnie.
„Nigdy nie byłem bardziej pewien”.
