Wierzyłam, że przeżycie trudnego porodu będzie największym wyzwaniem mojego życia. Nie miałam pojęcia, że prawdziwy horror zacznie się dopiero po otwarciu oczu.
W 38. tygodniu ciąży nie mogłam przejść obok pokoju dziecięcego bez uśmiechu. Moja ciąża przebiegła idealnie. Dwa mocne bicia serca, dwa bezbłędne badania USG i dwa imiona starannie wyszyte na pasujących do siebie kocykach, które uszyła moja siostra Rachel.
Byłam graficzką na urlopie macierzyńskim, a nasz cichy podmiejski dom zdawał się na nas czekać.
Mój mąż, Ryan, pracował w finansach i, jak się okazało, był idealnym ojcem na przyszłość. Masował mi stopy każdego wieczoru. W końcu, w pewną sobotę w kwietniu, po tym jak przez trzy tygodnie mu o tym przypominałam, złożył drugie łóżeczko. Robił to z napiętym wyrazem twarzy, jakby bilansował arkusze kalkulacyjne, a nie składał meble.
Wszyscy mówili mi, jakie mam szczęście.
