Sama przyszła do szpitala, aby urodzić... i chwilę po narodzinach dziecka, lekarz spojrzał na niego i nagle rozpłakał się.

Joanna zmusiła się do oddechu. Jej myśli przelatywały przez wszystko, co Robert powiedział, wszystko, czego unikał, i kształt historii, która wciąż nie do końca do siebie pasowała.

„Usiądź” – powiedziała.

Robert usiadł.

„Wiedziałeś o tym zdjęciu przed dzisiejszym wieczorem” – powiedziała. „Kiedy je otrzymałeś?”

Sięgnął do kieszeni płaszcza i wyjął złożoną kartkę papieru, miękką od zbyt częstego trzymania w rękach.

„Pięć miesięcy temu”.

Podał jej to.

To było kolejne zdjęcie, ziarniste i tandetne, przedstawiające mężczyznę przed stacją benzynową nocą. Ciemne włosy, wąska twarz, blizna w okolicy szczęki. Na odwrocie, czarnym markerem, widniał napis:

ZAPYTAJ LOGANA, CO MICHAEL ZROBIŁ ELIASOWI.

Joanna spojrzała na niego.

„Poszedłeś na policję?”

„Tak. Zrobili kopię. Nic się nie stało.”

„A Logan?”

„Logan już odszedł.”

Oddała zdjęcie i wyobraziła sobie Logana budzącego się z koszmarów, wypowiadającego imię swojego brata i rzucającego wspomnienie w niebezpieczeństwo.

„Powiedziałeś, że Logan napisał: «Nie ufaj mojemu ojcu». Dlaczego miałby to napisać?”

Robert milczał przez długi czas.

„Dokonałem wyboru dwadzieścia pięć lat temu” – powiedział w końcu. „W noc po zniknięciu Eliasa”.

Joanna czekała.

„Był świadek. Kobieta, która pracowała w stoisku z jedzeniem przy wejściu na targi. Przyszła do mnie prywatnie, nie na policję. Powiedziała, że ​​widziała Eliasa prowadzonego przez mężczyznę w szarej kurtce. Nie kobietę. Mężczyznę. Powiedziała, że ​​go rozpoznała”.

"I?"