Wnuk pokazywał mi na telefonie taty zdjęcia z wakacji i przewinął za daleko: mój przedpokój, moja kuchnia, mój balkon - w folderze "Mieszkanie M. - dla agenta". Zdjęcia zrobione we wtorek. We wtorek syn przyszedł "naprawić kran"
Pokiwał głową.
Po czterdziestu latach znowu zobaczyłam,
jak mojemu synowi trzęsie się broda.
Kiedy już się ubierali w przedpokoju,
a Kuba szukał drugiego szafa pod szafką,
złapałam Darka za rękaw.
-
I jeszcze jedno. Wyślij mi te zdjęcia.
-
Po co? - zdziwił się.
-
Ładnie wyszła ta kuchnia.Nikt mi jej nigdy nie sfotografował. -Zawahałam się. -I to ogłoszenie z Jarot też mi wyślij.Popatrzę.Sama.Wieczorem zniosłam śmiecii przez chwilę stałam przed klatkąz ręką na poręczy.Liczyłam piętra, jak Darek:pierwsze, drugie, trzecie, czwarte.Moje pelargonie w skrzynkachbyły stąd malutkie jak z pocztówki.Kolana dawały znać o sobie na każdym stopniu,to prawda.Tylko że ja o tym wiedziałamdużo wcześniej niż jakakolwiek agentka.Potem wróciłam na góręi pozmywałam szklanki po kompocie.Odkręciłam kran, zakręciłam.Ani kropli.Dziwne, jak głośna potrafi być ciszaw kuchni, w której przez tyle latcoś powoli ciekło,a nikt nie miał odwagi tego naprawić.
Dalszy ciąg na następnej stronie.👉👉
