Nóż do chleba się ześlizgnął, przecinając mi kciuk czystą czerwoną kreską, zanim jeszcze poczułem ukłucie stali. Nie podniosłem wzroku, bo Damon już składał poranną gazetę, a każdy nagły ruch w kuchni zawsze przyciągał jego wzrok.
Przyłożyłam ręcznik papierowy do rany i wróciłam do smarowania musztardy na jego chlebie żytnim.
„Masło zaczyna pachnieć jak cebula” – powiedział Damon, poprawiając kołnierzyk, stojąc przy lodówce.
„Zachowałem to w tajemnicy” – powiedziałem łamiącym się głosem.
„No to sprawdź pieczęć” – powiedział, biorąc lunchbox z lady. „A tak przy okazji, widziałem kalendarz na lodówce. Pięćdziesiąt to duża liczba, Eleno. W tym roku możesz sobie odpuścić ciasto z cukierni”.
Zaśmiał się tym szybkim, szczekliwym dźwiękiem, którego używał, gdy chciał powiedzieć coś ostrego, nie narażając się na zarzut nieuprzejmości. Wygładziłem dłonie w fartuchu i odwzajemniłem uśmiech, bo było to łatwiejsze niż tłumaczenie, że pięćdziesiątka wcale nie brzmi jak żart.
Ponownie odłożył pudełko z lunchem, dwukrotnie uderzając palcami w metalową pokrywkę.
„Nie musimy robić z tego wielkiego widowiska” – powiedział, rozglądając się po blacie w poszukiwaniu kluczy. „W naszym wieku cisza jest lepsza”. 👉 Przeczytaj całą historię
Zanim podniosłem słuchawkę, telefon stacjonarny na ścianie zadzwonił dwa razy, a kabel był naciągnięty na płytkę stykową.
„Mamo, nie mów nie” – powiedziała Lily, a jej głos przeleciał przez słuchawkę tak szybko, że zlał się z moim powitaniem. „Rezerwujemy Złotą Latarnię na dwunastego o siódmej. Już jest umówiona”.
„To za drogie, Lily” – szepnęłam, patrząc w stronę korytarza, gdzie Damon zakładał buty.
„Jake pomaga w płaceniu, a Noah wraca ze szkoły” – powiedziała. Słyszałam ciche, znajome stukanie jej srebrnych pierścionków o siebie po drugiej stronie słuchawki. „Pięćdziesiątka kończy się tylko raz. Ubierz się w coś pięknego”.
Damon zatrzymał się przy drzwiach, jego wzrok zatrzymał się na moich dłoniach, gdy trzymałam słuchawkę.
„Kto to jest?” zapytał.
