„Nie chciałem tego tu przynosić” – powiedział. „To otwiera skarbiec w Boulder. Strona jest w środku. Razem ze wszystkim innym”.
Zacisnęłam na nim palce. „Dlaczego po prostu nie przyniesiesz dokumentów?”
„Ponieważ nie ufam temu, kto nas obserwuje.”
To zdanie poruszyło atmosferę.
"Co masz na myśli?"
Richard zerknął w stronę drzwi. „Ashley nie powinna była się z tobą skontaktować. Twój dostęp do szpitala był ograniczony. Tylko kilka osób mogło go ominąć”.
Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
Część 3 z 3
„Myślisz, że ktoś z wewnątrz pomógł?”
„Albo ktoś, kto ma dostęp do tych, którzy są w środku”.
„Michael?”
„On nie ma aż takiego zasięgu”, powiedział Richard. „Nie sam”.
Sugestia była oczywista.
„Twoja rodzina” – powiedziałem.
Richard nie zaprzeczył.
Przerwało nam pukanie.
Wzdrygnąłem się. Ból przeszył moje żebra.
Richard natychmiast stanął między mną a drzwiami.
Do pokoju weszła detektyw Marisol Grant, trzymając w ręku teczkę.
Jej wzrok przesunął się na mnie, a potem na list, który trzymałam w ręku.
„Mam aktualizacje” – powiedziała.
„Nie” – odpowiedziałem. „Masz wyczucie czasu”.
Zamknęła za sobą drzwi. „Michael Carter zaginął”.
Słowa zapadły mu w pamięć.
„Od kiedy?” – zapytał ostro Richard.
„Miał się stawić na przesłuchanie. Nie pojawił się. Jego prawnik twierdzi, że jest niestabilny. Ma wyłączony telefon. Jego samochód znaleziono w pobliżu międzynarodowego lotniska w Denver”.
Mój oddech stał się cięższy. „Wyszedł?”
„Jeszcze nie wiemy.”
„A Ashley?” zapytałem.
„Ona też odeszła.”
W pokoju znów zapadła cisza.
Pomyślałem o jej głosie w telefonie. Ostrzeżenie. Panika.
„Zadzwoniła do mnie” – powiedziałem.
Wyraz twarzy Granta się wyostrzył. „Kiedy?”
"Dziś wieczorem."
