Stewardesa o imieniu Dana przyniosła mu sok jabłkowy w plastikowym kubku.
„Czy piloci naprawdę mówią 'roger'?” – zapytał Mike.
"Czasami."
„Czy mają klucze?”
„Zapytam” – powiedziała.
„Czy samoloty mogą się zmęczyć?”
Dana spojrzała na mnie, zanim odpowiedziała. „Nie, skoro wiedzą, dokąd zmierzają”.
Mike się uśmiechnął.
Wtedy z głośników rozległ się głos kapitana.
„Panie i panowie, tu kapitan Harris. Lecimy na wysokości trzydziestu pięciu tysięcy stóp i spodziewamy się spokojnego lotu do Los Angeles”.
Mike wyglądał na rozczarowanego.
„Nie powiedział 'roger'.”
Kapitan kontynuował.
„Mamy dziś z nami również wyjątkowego gościa. Mike, na miejscu 12A, mam nadzieję, że jak dotąd podoba ci się podróż”.
Mój syn zamarł ze słomką w ustach.
Pasażerowie zaczęli się odwracać w naszym kierunku.
Mike opuścił kubek.
„On zna moje miejsce.”
Dana stała przy przedniej kuchni i uśmiechała się.
Kapitan Harris kontynuował.
„Mike, zanim wylądujemy, jest jedna rzecz związana z tą podróżą, o której ty i twoi rodzice nic nie wiecie.”
Palce Stelli zacisnęły się na moich.
Spojrzałem na Danę, ale jej wyraz twarzy niczego nie wyrażał.
Sygnał pasów bezpieczeństwa zgasł, ale cała kabina zamarła.
„Pasażerowie, proszę sięgnąć pod siedzenie. W kieszeni kamizelki ratunkowej znajdziecie małą złożoną kartkę.”
Ludzie pochylali się do przodu.
W samolocie rozległ się dźwięk szelestu papieru.
Sięgnąłem pod siedzenie i znalazłem kwadratowy kawałek białej tektury.
Ktoś narysował z przodu samolot niebieską kredką. Jedno skrzydło było większe od drugiego, a nad kadłubem unosiły się trzy okrągłe okna.
Na górze widniały słowa:
KARTA POKŁADOWA DO LEPSZEGO MIEJSCA.
Nie było żadnego imienia.
Brak celu.
Brak wyjaśnienia.
Mike rozłożył swoją kartę.
Jego łatwy uśmiech zniknął.
„Zrobiłem to.”
Stella zwróciła się ku niemu.
"Co?"
Kapitan zaczął opowiadać historię.
Kilka miesięcy wcześniej, na oddziale onkologii dziecięcej kilka stanów dalej, chłopiec o imieniu Nolan przestał mówić.
Odmówił jedzenia.
