CZĘŚĆ 2: OSTATNIA WYCIECZKA RODZINNA
Podróż na teren targów zdawała się nie mieć końca.
Elliot wzdychał wielokrotnie i ściskał kierownicę, jakby spędzanie czasu z pogrążonymi w żałobie dziećmi było karą. Na tylnym siedzeniu bliźniaki szeptały z podekscytowaniem o kolejkach górskich i wacie cukrowej.
„Już prawie jesteśmy na miejscu?” – zapytał jeden z nich.
„Prawie, kolego.”
Elliot zmarszczył brwi.
„Możesz ich uciszyć? Boli mnie głowa.”
Zignorowałem go i uśmiechnąłem się do braci.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, chłopcy pobiegli w stronę kolorowych karuzel. Muzyka wypełniała powietrze, zapach popcornu unosił się w ciepłym popołudniu, a migające światła rozciągnęły się po całym terenie wesołego miasteczka.
Elliot szedł kilka kroków za nami, wpatrując się w telefon.
„Chłopcy chcą spróbować tej przejażdżki” – powiedziałem.
„Zajmij się tym. O to właśnie chodzi dzisiaj, prawda? Ostatni dzień, zanim naprawisz ten bałagan”.
Słowo „bałagan” ciężko zapadło mi w pamięć.
„Masz rację. Dzisiaj chodzi o naprawianie rzeczy.”
Przez następną godzinę jeździłam z bliźniakami na karuzeli, kupiłam im pasujące do siebie świecące zabawki i patrzyłam, jak zajadają się ciastem w kształcie lejka. Za każdym razem, gdy się śmiali, Elliot zerkał na zegarek.
„Jak długo jeszcze? Mam plany na dziś wieczór.”
„Już niedługo.”
W końcu dotarliśmy do stoiska fotograficznego udekorowanego namalowanymi słonecznikami.
Wesoła kobieta pomachała do nas.
„Chodźcie zrobić rodzinne zdjęcie! Pierwsze jest darmowe.”
Bliźniacy natychmiast pociągnęli mnie za rękawy.
„Zdjęcie! Zdjęcie!”
Elliot odprawił kobietę.
„Nie, dziękuję.”
Uśmiechnąłem się do niej.
„Chętnie byśmy wzięli jednego.”
Elliot odwrócił się.
„Już powiedziałem nie.”
„Słyszałem cię. Ale nie musisz być na zdjęciu, bo po dzisiejszym dniu nie będziesz już częścią naszej rodziny”.
Fotograf zamarł.
Elliotowi opadła szczęka.
