Wszyscy obrocili się na jego stronie.
Kobieta odłożyła długopis, zamknęła tęczkę i uniosła oczy znad dokumentu.
powiedział jedno słowo:
— Proszę.
To jedno powiadomienie, że mężczyzna może dostać się do twarzy.
Stał w miejscu, nie mógł ruszyć nogą.
Kobieta wirtualna do dokumentów, jakby nic się nie stało.
— Siadaj, panie Kaczmarek. Zajmiemy się panem po zebraniu.
Stałem przy barku, bo sekretarka poprosiła mnie o przyniesienie świeżej wody.
Drzwi do sali były uchylone.
Widziem, jak Bartosz Kaczmarek siedzi sam przy stole, a Magdalena Woźniak — tak nazywa się ta kobieta — stoi przy oknie z kubkiem herbaty.
Wyjęła z segregatora dokument, podróża go i położyła przed nim na blacie.
Potem z drugiej strony wypadła jego plakietka z identyfikatorem, odpięła ją ze smyczy i schowaną do kieszeni żakietu.
— Co to ma być? — Pytanie.
