Trzydzieści dwanaście za plamę na płaszczu

Wszyscy obrocili się na jego stronie.

Kobieta odłożyła długopis, zamknęła tęczkę i uniosła oczy znad dokumentu.

powiedział jedno słowo:

— Proszę.

To jedno powiadomienie, że mężczyzna może dostać się do twarzy.

Stał w miejscu, nie mógł ruszyć nogą.

Kobieta wirtualna do dokumentów, jakby nic się nie stało.

— Siadaj, panie Kaczmarek. Zajmiemy się panem po zebraniu.

Stałem przy barku, bo sekretarka poprosiła mnie o przyniesienie świeżej wody.

Drzwi do sali były uchylone.

Widziem, jak Bartosz Kaczmarek siedzi sam przy stole, a Magdalena Woźniak — tak nazywa się ta kobieta — stoi przy oknie z kubkiem herbaty.

Wyjęła z segregatora dokument, podróża go i położyła przed nim na blacie.

Potem z drugiej strony wypadła jego plakietka z identyfikatorem, odpięła ją ze smyczy i schowaną do kieszeni żakietu.

— Co to ma być? — Pytanie.