Wnuk pokazywał mi na telefonie taty zdjęcia z wakacji i przewinął za daleko: mój przedpokój, moja kuchnia, mój balkon - w folderze "Mieszkanie M. - dla agenta". Zdjęcia zrobione we wtorek. We wtorek syn przyszedł "naprawić kran"
Trzasnęły drzwi na klatce.
Darek wszedł z tą skrzynką ogórków,
zadyszany po czterech piętrach,
i już od progu zobaczył telefon w mojej ręce.
Postawił skrzynkę na podłodze.
Bardzo powoli.
-
Mamo, to nie tak.
-
To powiedz, jak.Usiadł naprzeciwko.Ręce położył na ceracie,te swoje ręce z czarnym smarem pod paznokciami,którego nie domyje żadne mydło.Przez chwilę tylko pocierał kciukiem o kciuk.
-
Byłem u agentki.Tylko na wycenę.Powiedziała, że bez zdjęć nic konkretnego nie powie.
-
Wycenę czego, Darek?Mojego życia?
-
Mamo, czwarte piętro bez windy.W zimie dwa razy nie zeszłaś po zakupy,bo było ślisko, sama mi mówiłaś.A na Jarotach jest parter, dwa pokoje,pięć minut od nas.Kuba mógłby do ciebie chodzić po szkole...
-
I?Zamilkł.Kompot zaczął kipieć, wstałam i skręciłam gaz.Stałam do niego plecami,bo nie chciałam, żeby widział moją twarz.
-
I zostałoby trochę - powiedział w końcu, cicho.Wtedy wszystko wyszło.Że dwóch dużych klientów zabrało flotydo innego warsztatu.Że leasing na nowy podnośniki komputer diagnostyczny wziął,jak jeszcze szło dobrze.Że od pół roku przesuwa płatności,żongluje, pożycza od jednego,żeby oddać drugiemu.Że brakuje mu trzydziestu tysięcy,żeby wyjść na prostą.
-
Ania wie?
-
Wie, że jest ciężko.Nie wie, że aż tak.
Dalszy ciąg na następnej stronie.👉👉
