Na weselu kuzynki usadzili mnie „przy spokojnym stoliku, żeby babcia odpoczęła". Odpoczęłam dwa kwadranse i poszłam w tany - oberek z wujkiem Frankiem, potem cała sala w kółeczku. O północy synowa szukała mnie po salach: „gdzie babcia?!". Babcia była na
To Franek namówił mnie na taneczne czwartki w domu kultury na Wildzie, gdzie pod okiem cierpliwego instruktora Darka tańczyłam tango, walca i salsę. Ewa o tym nie wiedziała, a Tomek uważał to za nieszkodliwe babcine zajęcie, porównywalne do szydełkowania. Aż przyszło wesele Patrycji, gdzie Oliwia z uśmiechem posadziła mnie przy stoliku numer osiem – w gronie osób po siedemdziesiątce i przy wazonie ze sztucznymi kwiatami – żebym „miała najwygodniej". Siedziałam tam przez czterdzieści minut, jedząc rosół i czując, jak w środku rośnie cicha, stara złość na tę dobrze ukrytą miłość, która próbuje zamknąć mnie w klatce cudzych wyobrażeń o starości.
Dalszy ciąg na następnej stronie.👉👉
